 |
KRETA 2004
| | |
Wycieczka na Kretę
|
|
30 IV - 7 V 2004
KRETA, Rethymnon
|
"...wyjechaliśmy z Polski, wróciliśmy
do Unii ..."
|
|
30/04/2004 - piątek |
|
Po niemal trzygodzinnym locie lądujemy w stolicy Krety -
Heraklionie. Mimo zachmurzenia i lekkiej mżawki obserwujemy z zaciekawieniem
skaliste okolice mijane po drodze do Rethymnonu. Późnym popołudniem i
wieczorem spacerujemy po plaży w Rethymnonie, jest ciepło i niemal
bezwietrznie, choć nadal pochmurno. W "Oscar Cars" zamawiamy na jutro
auto (za 4 dni po 26 EUR/dzien).
|
|
01/05/2004 - sobota |
|
Z samego rana, po śniadaniu ruszamy na podbój Krety. Pierwszym
celem jest trasa na południe w kierunku Preveli i Plakias. Z Rethymnonu wyjeżdżamy
drogą, która od początku wije się między wzgórzami i wydaje się
niesamowicie kręta (ha! kręte drogi dopiero na nas czekały!).
Po drodze sporo śpiewających potrzeszczy, pokrzewek aksamitnych i
pojedyncze myszołowy. W przepięknym wąwozie Kourtalikos Gorge zatrzymujemy się
na dłużej. Tzw "dżordże" (z ang gorge) to spektakularne skalne
przełomy, gdzie z reguły dnem przepływa strumień, nieco wyżej przez
poszerzone dynamitem przejście przejechać może auto, a pionowo w górę
kilkadziesiąt do kilkuset metrów pną się skalne ściany. W takim właśnie
"dżordżu" zaraz za Koxare obserwowaliśmy wspaniałe sępy płowe,
modraki, białorzytki rdzawe (Oenanthe hispanica) oraz
prawdopodobnie orzełka południowego. Niestety brak (później również)
orłosępa.
Podróżując dalej na południe w kierunku Preveli docieramy do
ciekawego zabytkowego "mostu tureckiego", za którym zaraz miła
knajpka z licznymi Grekami (pikniki majowe) i rozległymi sadami oliwnymi. Wśród
drzew przemykające gdzieniegdzie żołny i kląskawki. Ruszamy wąską szutrową
drogą ciągnącą się za knajpką i owijającą serpentynami dalsze wzgórza.
Tutaj ponownie trochę myszołowów, pokrzewki aksamitne, kląskawki i piękne
krajobrazy greckich gór. Biegnąca stopniowo w dół droga doprowadza nas do
plaży w Preveli ("Palm Beach") gdzie parkujemy i pieszo ruszamy na
eksploracje skalistego wybrzeża. Interesująca ścieżka prowadzi na zachód,
tu widać sporo jerzyków, mewy "michahellis" oraz inne ptaszki buszujące
w makii nad turkusowym morzem. Popołudnie spędzamy na plażowaniu.
Krótka wizyta w nadmorskim Plakias przynosi obserwację stadka ok
30 czapli nadobnych migrujących nad morzem oraz ponownie mewy
srebrzyste. Poprzez Kotsifos "dżordż" oraz Agios Ioannis/Agios
Vasilios (piękne zielone lasy) wracamy na zasłużony wypoczynek przy lampce
wina w Rethymnonie.
|
|
|
|
|
|
02/05/2004 |
|
Wcześnie rano ruszamy w kierunku zachodnim do Chanii. Po drodze
pod mostkiem obserwujemy czaplę nadobną, piskliwca i sieweczkę obrożną. W
Chanii spacerujemy po wspaniałej starówce i starym weneckim porcie. Kolorowe
kamienice otaczają okrągłą taflę wody i ich odbicia czynią to miejsce
jeszcze bardziej barwnym. W Chanii aż głośno od nawołujących sierpówek.
Z Chanii ruszamy na południe w kierunku na Paleophorę. Droga
wiedzie ponownie zakosami przez początkowo uprawne góry. Gdzieniegdzie, w miarę
zagłebiania się w góry latają sępy płowe i myszołowy. Wokół sporo
pokrzewek aksamitnych.
W Paleophorze zakładamy bazę na plaży i oddajemy się rozkosznym
falom unoszącym nas bez większego wysiłku - pełny relaks. Po lekkiej przekąsce
w postaci puszki tuńczyka i pomarańcz ruszamy ku ciekawemu cyplowi z
"pompejami" (kolokwialne określenie wszelkego typu ruin - autor Irek
Masłowski) gdzie buszuje grupka południowych wróbli oraz szybują mewy
srebrzyste.
Z Paleophory kierujemy się na północ do Rethymnonu, dla odmiany
jeszcze dzikszą górską drogą. O dziwo mijamy dwójkę leciwych rowerzystów,
którzy gdzieś między wioseczkami pokonują niezliczone serpentyny. Późnym
wieczorem docieramy do hotelu.
|
|

|
|
03/05/2004 |
|
Poranny wyjazd w kierunku Heraklionu zaczynamy jak
zwykle od szybkiego przemknięcia autostradą (tym razem na wschód). Korki pod
Heraklionem nie są na szczęście zbyt długie i jeszcze przez pierwszymi
grupami dojeżdżamy do KNOSSOS. Zachowane tu i odtworzone ruiny pałacu króla
Minosa dużo zawdzięczają niejakiemu Evansowi, ktory dość jednak swobodnie
potraktował temat rekonstrukcji "pompei" i co nieco miejscami
przesadził. Wśród ruin gwarne wróble, sierpówki, cettie (w krzakach) oraz
dzwońce.
Po przebrnięciu przez wszystkie obowiązkowe punkty
Knossos ruszamy w kierunku płaskowyżu LASSITHI. Droga znów pnie się coraz wyżej,
wzrasta zagęszczenie przydrożnych jaszczurek zielonych. W wysokich górach
widać sępy i paralotniarzy.
|
|

|
|
Po pokonaniu wysokiej przełeczy oczom naszym ukazuje
się bajkowa "misa" zielonego, rozkwieconego, płaskowyżu otoczonego
alpejskim wręcz krajobrazem. Na obrzeżu pociętych dróżkami łąk
dostrzegamy polujące kobczyki. To ciekawe, że jest ich tu sporo i to na
wysokości ponad 1000 m npm. Wjeżdżamy na łąki by wkrótce dostrzec kolejne
ciekawe gatunki - dzierlatki, skowrończyki krótkopalcowe, dzierzbę rudogłową
oraz WROŃCZYKI (Pyrrhocorax pyrrhocorax)
!! Te gwarne ptaki przesiadują stadnie na łące i co chwilę wzbijają się do
krótkiego lotu dziarsko pokrzykując, co przypomina piskliwe kawki.
|
|
|
Wrończyki towarzyszą nam dłuższy czas pasąc się wśród
owiec. Podążamy dalej spoglądając na przydrożne kląskawki, potrzeszcze
oraz pojedyncze pliszki żółte ("feldegg"). Jako że nie uśmiecha
nam się powrót tą samą drogą na mapie wynajdujemy trasę
"hardcore" - dróżka przerywana lub w niektórych wersjach
niewidoczna. Po zakupach w supermarkecie pamiątkarskim ruszamy pod górę. Auto
początkowo walczy na jedynce po gładkim asfalcie, jednak wkrótce dróżka
zmienia się w skalisty trakt wykuty w zboczu. Muszę ostro lawirować żeby
podwozie nie zawisło na skałach. Punto dzielnie dociera do wietrznej przełęczy.
Niedaleko kolejna kotlina z płatami śniegu na zboczach i dwoma ludzikami w
sadzie. Swteirdzają kategorycznie że Punto nie przejedzie bo trasa jest
wybitnie na 4WD i nie ma co szarżować. Przyznajemy człowiekowi rację, bo
nieciekawie byłoby wracać w nocy po urwiskach. Planujemy nową trasę - tym
razem taką aby szybko dotrzeć do morza i popływać.
Niedaleko Heraklionu zjeżdżamy do małej mieściny gdzie z błogością
oddajemy się objęciom Neptuna...
|
|
|
|
04/05/2004 |
|
Dziś pobudka niemal o świcie bo nie dość że droga daleka to jeszcze w
planie ostra wspinaczka. Ruszamy zatem na zachód w kierunku płaskowyżu
Omalos. Poprzez Chanię i Góry Białe (Lefka Ori) docieramy do Omalos, zabierają
po drodze na stopa uroczą czarną staruszkę. Niestety kobiecina operowała
jedynie dwoma zwrotami angielskimi: "stop" i
"bye-bye". Po dotarciu do ujścia wąwozu SAMARIA rychtujemy
ekwipunek, spijamy szybką kawę i w drogę. Ścieżka zaczyna się na poziomie
1285 m.n.p.m. i początkowe kilkaset metrów opada pod kątem niemal 45 stopni.
Wykute zakosami schody skalne ogrodzone są barierkami o zaraz wyżej widać już
szare monumentalne zbocza gór z płatami śniegu. Pokrzykuje kuropatwa skalna i
podśpiewują strzyżyki. Niestety brak drapoli i mocno oczekiwanego tutaj orłosępa
:( Ptasie niedobory zostają w trójnasób wynagrodzone zapierającymi dech w
piersiach widokami.
Zmęczenie daje się we znaki, spijami resztki wody i na postojach uzupełniamy
zapasy z krystalicznych źródełek. Ścieżka wije się teraz dnem wąwozu, którym
początkowo płynie strumień, lecz wkrótce ślady wody znikają i poruszamy się
po oślepiająco białych kamieniach i żwirze. Górą przelatują pojedyńcze wrończyki.
Decydujemy, że dochodzimy do połowy wąwozu (całość ma 13 km) i wracamy bo
sił może nie starczyć na wspinaczkę na wysokość niemal kilometra !!
Spacer w górę jest już dużo wolniejszy, jest goręcej i coraz bardziej
stromo. W lekkim deszczyku docieramy do punktu startu i w uroczym schronisku z
widokiem na ponure skalne ściany spożywamy karafkę wina i obfity posiłek.
Powrót do Rethymnonu pozwala na upragniony odpoczynek...
|
|
|
05/05/2004 |
|
Trasa zaplanowana na dziś wiedzie na południe przez SPILI, AGIA
GALLINI do delty rzeki Geropotamos. Po drodze do Spili zajeżdżamy jeszcze na
chwile do Kourtalikos Gorge, ale orłosępa nadal brak - kręci się jedynie
ptak w stylu orzełka południowego. W Spili zwiedzamy urocze zaułki i sklepiki
z ziołami i lokalną wódką "raki" oraz degustujemy kawę w skromnej
tubylczej knajpce (tylko 1 EUR ale jaki smak!!). Ze Spili przejeżdżamy do Agia
Gallini gdzie w niedużym porcie stoi flotylla łodek i kilka kutrów a górą
latają mew srebrzyste oraz jerzyki blade. Daleko na morzu widać jeszcze stado
nieoznaczonych kormoranów.
|
|
|
|
Z Agia Gallini przebijamy się górami w deltę rzeki Geropotamos.
Okolica nie wygląda najciekawiej, sporo tu pól, szklarni i tuneli foliowych.
Zaraz za miejscowością Timbaki skręcamy w polną dróżkę by dotrzeć do wąskiego
koryta rzeki (a właściwie teraz potoku). Niemal spod nóg podrywa nam się
czapla modronosa. Idąc dalej zauważamy kilka żołn, bączka, kokoszkę wodną
oraz przelotne stado czapli siwych (purpurowych?) i bąków - łącznie ok 20
ptaków. Kilka batalionów, brodziec śniady i piskliwce uzupełniają skromną
listę gatunków wodno-błotnych. Pobliskie "pompeje"
okazują się być słynnym Fajstos i Gaba cała w skowronkach udaje się na
zwiedzanie wykopalisk. Ja ucinam drzemkę w aucie bo aura robi się senna i
zaczyna kropić. Droga powrotna do Rethymnonu jest ciekawa - na
szybie auta pojawiają się co chwila krople deszczu, ktore po przetarciu
wycieraczkami zostawiają smugi piachu. Okazuje się że z deszczem spada z
chmur pylista zawiesina. Wieczorem w Rethymnonie zdajemy sobie sprawę, że wyspę
przykryła chmura pyłu znad burzliwej Sahary. Przez noc auta pokrywa równa
warstwa piasku...
|
|
|
|
06/05/2004 |
|
Plan na dzień następujący - znajdujemy piękną plażę
i oddajemy się urokom pływania i opalania. Jak postanowiliśmy tak i
zrobiliśmy. Ponowna wizyta na "Palm Beach" koło Preveli przynosi
godziny błogiego lenistwa ale i ciekawe obserwacje. Tuż przy tawernie
obserwujemy kuropatwę górską (Alectoris chukar), kilka białorzytek
rdzawych (Oenanthe hispanica melanoleuca). Wynajętym rowerem wodnym
wpływamy w ujście małej rzeczułki, gdzie przy brzegu żeruje czapla
modronosa oraz ślepowron. Pełno tu miejscami żółwi wylegujących się w błotnistych
zatoczkach.
|
|
|
|
Popołudniowy skwar skłania nas do opuszczenia plaży.
Kierujemy się autem na zachód w kierunku Frangokastello. Mijamy po drodze
interesujące góry i wąwozy ze śpiewającymi ortolanami i kląskawkami zaś
przy samej fortecy teren zmienia się w płaskie pole pokryte gęsto kolczastymi
niskimi krzewinkami. Pełno tu dzierlatek. O zachodzie
słońca jesteśmy już w drodze do Rethymnonu.
|

|
|
07/05/2004 |
|
Cały dzień poświęcamy na zwiedzanie Rethymnonu i w
zasadzie ptaki schodzą na trzeci plan. Oddajemy się rozkoszom kuchni greckiej
i przy zastawnej kolacji spędzamy miły ostatni wieczór przy promenadzie
nadmorskiej...
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|