HISZPANIA 2003 / SPAIN 2003 |
|
Podróż do Extremadury i Coto Donana 9-18 IV 2003 |
|
Pomysł na wyjazd do Hiszpanii zrodził się jak zazwyczaj; kiedyś przy okazji rozważań typu "gdzie tu pojechać w następnym roku". Chcieliśmy przypomnieć sobie intrygujący dźwięk języka, zapach kwitnących krzewów, poznać nowe krajobrazy i to w możliwie
najbardziej swobodny, nielimitowany sposób.
Zaplanowana trasa podróży wyglądała następująco:
|
|
|
|
|
Lasy dębowe w Extremadurze - "dehesas".
|
|
| 9/04/2003 środa | |
|
Ruszyliśmy 9 IV z Warszawy poprzez Mediolan do Madrytu (koszt lotu 1080 PLN/osobę). Na lotnisku Barajas w biurze AVIS pokazaliśmy wydruk rezerwacji z Internetu. Pani zaproponowała nam zamiast Opla Corsy jako wersji minimalnej nieco droższego nowego Seata Ibizę z klimatyzacją
i radiem. Zamiast 199 EUR zapłaciliśmy zatem 214 EUR.
Dojazd do Monfrague z małymi postojami zajął 3-4 h. Po południu dotarliśmy na kemping, gdzie zajęliśmy miłą kwaterkę w pobliżu łazienek. Już po drodze spostrzegliśmy sporo kań czarnych, które pełnią tam trochę rolę "czyścicieli". Przy drogach widuje
się je tak jak w Polsce kruki czy myszołowy, nawet na obrzeżach miast.
|
|
|
czwartek 10 IV Po szybkim porannym posiłku ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Monfrague. Po przejechaniu pierwszych kilku km dotarliśmy do obrzeży pasma górskiego, gdzie wzdłuż stoków swoje loty odbywały wielkie sępy płowe. Po drodze wśród luźnych lasów korkowych ("dehesa") jednym z liczniejszych ptaków jest potrzeszcz. |
|
|
|
|
Notatki w Monfrague i nasz seat. |
|
|
W centrum Parku - Villareal de San Carlos odwiedziliśmy punkt informacji turystycznej (dalej jako IT), gdzie wręczono nam dobre mapki i foldery parkowe. Ruszyliśmy autem do Pena Falcon - wąwozu rzeki Tag otoczonego stromymi skałami. Moje wcześniejsze wyobrażenia o tym
terenie były nieco inne, tym niemniej zostałem mile zaskoczony. Po zostawieniu auta na małym parkingu zasiedliśmy na obrzeżu wietrznego wąwozu. Na skałkach przesiadywały sępy mające tu swoją kolonię. W pobliżu podśpiewywał modrak. W górze na krótko pojawiły się
gadożer, ścierwnik oraz dwa sępy kasztanowate. Powrócił z żerowiska bocian czarny o białych skrajnych sterówkach. Skuszony blisko przelatującymi sępami zamarzyłem o zdjęciach z góry. Wspiąłem się więc nieco ponad poziom szosy i czekałem. Wkrótce sępy zaciekawione korpusem wygrzewającym się na skale zaczęły przelatywać bliżej (jak na rysunku Skakuja J). Jeden siadł nawet kilka metrów nade mną. Foty wyszły nieźle. |
|
|
|
|
Sęp płowy w Pena Falcon - Park Narodowy Monfrague. |
|
|
Krótka wizyta na położonym wyżej Castillo przniosła kolejne obserwacje, m.in. cierlika. Nie było spodziewanych jerzyków. Po południu wpadliśmy na krótką wizytę do Plasencii. Zajrzeliśmy na starówkę (sporo pustułeczek), kupiliśmy cieplejszy śpiwór dla mnie (noc była chłodna). Pod mostem latał wielki jerzyk alpejski. Wieczorem ponownie koncert syczków, aczkolwiek już w atmosferze nieco chłodniejszej i deszczowej. |
|
|
piątek 11 IV Rano ruszyliśmy w kierunku gór położonych na zachód (Sierra de Gata) mając zamiar odwiedzić małą miejscowość Hoyos. Dotarliśmy tam widząc po drodze sporo kań i czapli złotawych. Powyżej tej interesującej mieściny wjechaliśmy w teren górski, porośnięty częściowo bezlistnym jeszcze lasem oraz krzewami i porostami. Dostrzegłem pokrzewkę wąsatą, cierniówkę, parkę głuszków. Przy drodze śpiewało sporo wierzbówek i słowików rdzawych. Nad jednym z wąwozów krążył orzełek włochaty. |
|
|
|
|
Portilla de Tietar - kolonia sępów (Park Narodowy Monfrague). |
|
| Po powrocie na kemping po południu udaliśmy się ponownie do Parku Monfrague w kierunku Portilla de Tietar. Po drodze przy tamie obejrzeliśmy kolejną kolonię sępów płowych (ok. 12 gniazd na klifie), 2 sępy kasztanowate i stadko 20 srok błękitnych. W Portilli napotkaliśmy podobny do Pena Falcon krajobraz - stromy wąwóz rzeczny w sępami na klifie. | |
|
|
|
Orzełek południowy - stary i młody w Portilla de Tietar (Park Monfrague) |
|
|
Lokalny "orni" poinformował nas, że ze względu na obecność orzełków południowych przebywające tu w poprzednich latach orły iberyjskie wyniosły się z lęgowiska. Wkrótce też
dostrzegliśmy przesiadujące na wierzchołku "bonelki" - jednego dorosłego i jednego "subadulta". Ptaki później ładnie krążyły pokazując detale szaty dojrzałej, jak i młodocianej. Były jednak bardziej nieśmiałe niż lęgowe tu sępy płowe. W
pobliskich zaroślach dostrzegłem raniuszka o bardzo ciemnym ubarwieniu (forma iberyjska), ponadto doleciały 2 czarne boćki. Późnym popołudniem pieszo pokonaliśmy szlak zielony w zachodniej części Parku. Wiódł on przez mozaikę pagórkowato leśnego krajobrazu. Nad głowami pojawiły się piękne ścierwniki, sępy kasztanowate i pustułki. Przy szlaku śpiewało kilka pokrzewek wąsatych. Szlak był dosyć długi, co najmniej na kilka godzin marszu. Po drodze mijaliśmy urocze dolinki strumieni i wzgórza. Turyści tak późnym popołudniem już tu nie wędrowali. |
|
| 12/04/2003 sobota | |
|
Po nocnych opadach poranek wstał również deszczowy. Szybko zrolowialiśmy wilgotny namiot i ruszyliśmy z Monfrague w kierunku Trujillo. Przy Pena Falcon w padającym deszczu obejrzeliśmy jeszcze kolonię sępów. Po kilkunastu km dotarliśmy do Torrejon El Rubio, gdzie w doskonale zaopatrzonym punkcie informacyjnym wypytaliśmy o noclegi, dostaliśmy sporo mapek i katalog zakwaterowania w Extremadurze. Ruszyliśmy przez "dehesas" dalej na południe w kierunku Trujillo. Droga była akurat w remoncie więc na którymś z rond skręciliśmy w kierunku autostrady aby uniknąć wybojów. Przez okno dostrzegliśmy pięknego ciemnego srokosza L.e. meridionalis. W Trujillo dotarliśmy na ryneczek (skrótowo "majorkę" - od "Plaza Mayor" obecnej w każdym mieście) i zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu noclegu. W Casa Roque opisanym w przewodniku Pascala było najtaniej (21 EUR) i w dodatku niedaleko można było zostawić auto. Biorąc pod uwagę brak miejsc parkingowych ten drugi fakt miał duże znaczenie. Po zakwaterowaniu wyjechaliśmy z miasteczka w kierunku Caceres. Krajobraz był już zdecydowanie różny od tego z okolic Monfrague. Znacznie bardziej otwarty i pozbawiony dębów. Już z szosy słychać było "popierdywanie" strepetów, wystawiających gdzieniegdzie swoje czarnoszyje głowy. Ich głos niósł się daleko więc czasem trudno było zlokalizować ptaki. Wokół pełno było potrzeszczy, czapli złotawych. Zauważyliśmy też pojedyncze błotniaki łąkowe, parę kulonów, kraskę i wreszcie kilka dropi. Dropie zachowywały się bardzo ostrożnie i z dużej odległości przyglądały się autu. Przelatująca samica swoją wielkością przypominała wręcz bielika. Samiec z kolei w pozie tokowej spacerował po odległym pagórku. Kolejne obserwacje tych ptaków były raczej dalekodystansowe i rozpoznawaliśmy je po charakterystycznych sylwetkach. |
|
|
|
|
Świergotek (polny?) koło Trujillo (Extremadura). |
|
|
Z szosy do Caceres skierowaliśmy się w kierunku Santa Marta de Malgasca. Przybyło dębów i kolejnych murków. Raz po raz w kierunku nory mknęły urocze króliki a kilka z nich bawiło się na polnej drodze w towarzystwie 2 kuropatw czerwonych (Alectoris rufa). W sadach sporo
było dzierlatek, srok błękitnych, odnotowaliśmy też skowrończyka krótkopalcowego oraz 2 stada hałaśliwych wróbli południowych. Minęliśmy Santa Marta de Malgasca i jadą znów w kierunku południowym kierowaliśmy się do szosy Caceres-Trujillo. Przy drodze pooglądaliśmy kilka kuropatw, kulony, głuszki i oczywiście mnóstwo kań czarnych. Szosą wróciliśmy na późny wieczór do Trujillo. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na nocne zwiedzanie zabytkowego miasteczka. Nasze długie cienie kładły się na murach zamku pamiętającego czasy konkwistadorów i Pizarra. Pięknie podświetlone kamienne obwarowania i nocna panorama stepów Extremadury były niezapomniane. Do tego dorzucić można urocze, również iluminowane stare miasto i "majorkę", gdzie popijając przy fontannie wino przezornie przelane do butelki po kakao kontemplowaliśmy gwarliwą nocną atmosferę Trujillo. Wieczorna buła z omletem ("bocadillo y tortilla") w głośnym barze "Nuria" zakończyła dzień pełen wrażeń. |
|
|
|
|
Nocny widok na ryneczek w Trujillo. |
|
|
13 IV niedziela Po lekkim śniadaniu i herbacie miętowej (innej nie znalazłem w geesie) wyjechaliśmy w kierunku wschodnim do Belen - małej wioski mieszczącej się zaraz za szosą Madryt-Merida. Belen była wymieniana w kilku raportach, poza tym wybierał się tam również Simon Wooley z żoną i po cichu liczyliśmy na spotkanie z nim. |
|
![]() |
Dzierzba rudogłowa koło Belen (Trujillo, Extremadura). |
|
Zaraz za wsią w kierunku wschodnim zauważyliśmy piękną rudogłówkę siedzącą na murku. Wśród pól przelatywały dość liczne czaple złotawe, nieco dalej siedział drop, odzywały się też strepety. Minęliśmy niemieckiego forda transita przerobionego na turystyczny
karawan. Kątem oka zauważyłem szybko lecącego ptaka, który okazał się piękną kukułką czubatą! Do listy gatunków doszły wkrótce: kormoran, chwastówki i kanie rude. W mijanym fordzie focusie zauważyłem znajomą z Internetu twarz. To był Simon z żoną. Zatem udało
się nam przypadkowo spotkać. Pogadaliśmy o widzianych ptakach i wymieniliśmy się "tipsami". Simon zostawił mi mapkę dojazdu do rewiru orła iberyjskiego. Postanowiliśmy z niej skorzystać po południu. Po pożegnaniu ruszyliśmy na dalej na wschód. Wśród pól
stopniowo porastających niskimi krzakami śpiewało sporo kalandr szarych. Wracając na zachód przez Aldea de Trujillo znaleźliśmy się w bukolicznej dolince strumienia z kolonią żołn. Ptaki kręciły się blisko mostku, nory miały zupełnie nisko, jednak gdy wyszliśmy z auta stały się bardzo ostrożne i nie pozwalały na podejście bliżej. Poprzez Monroy kierowaliśmy się ponownie do Torrejon El Rubio. Mijane po drodze stepy były wyjątkowo rozległe i pokryte wielkimi połaciami płaskich głazowisk. Spotkany po drodze Anglik twierdził, że widział tam przelatujące stado stepówek. Nam udało się jedynie pooglądać śpiewające licznie kalandry i kuropatwy czerwone. |
|
|
|
|
Popularny w Extremadurze znak drogowy. |
|
|
Kierując się mapką dotarliśmy do rewiru orła iberyjskiego (A.h. adalbertii). Wśród rozległych lasów dębowych ptak zlokalizował swoje gniazdo. Było ono dobrze widoczne i to z dużej odległości. Usiedliśmy zatem na wzgórzu i z dystansu, nie zbliżając się do
gniazda czekaliśmy na ptaki. Wśród krążących sępów pojawił się wkrótce orzeł i błyskając jasnymi "pagonami" usiadł na gnieździe. Musiał być w nim inny ptak, bo wkrótce widać było 2 osobniki. Pierwszy poderwał się i krążąc nadleciał nad nasze
obserwatorium. Zatem do wcześniejszej obserwacji młodego "adalberciaka" mogłem dorzucić "starca":) Późnym popołudniem dotarliśmy do Caceres. Po znalezieniu odpowiedniego parkingu skierowaliśmy się na "majorkę". Zaraz obok mieściła się piękna katedra oraz kompleks zamkowy. W katedrze piękną figurę płaczącej madonny przyozdabiały bogate szaty, zaś za odpowiednią ofiarą w euro można było "zapalić" świeczki w postaci grającej szafy diodowej (bardzo sprytny wynalazek oszczędzający zużycie wosku). Podobniej jak w Trujillo większość wież zamkowych i kościelnych ozdabiały liczne gniazda boćków, zaś nad głowami szybowały pustułki i pustułeczki. W pobliskiej ciastkarni pożywiliśmy się bułką i "cafe con leche". Caceres odebrałem jako mniej gościnne od Trujillo i bardziej "miejskie". W drodze powrotnej już z wielu kilometrów widzieliśmy wyniosły kształ zamku w Trujillo wyniesionego na rozległym wzgórzu. |
|
|
|
|
Zamek w Trujillo (Extremadura). |
|
|
14 IV poniedziałek |
|
|
|
|
Widok na El Rocio - centrum Parku Narodowego Coto Donana. |
|
|
Z deptaka położonego na brzego rozlewisk można było spokojnie prowadzić obserwacje niepłochliwych ptaków. Po wypytaniu innych turystów o punkt informacyjny ruszyliśmy po mapki. (Po powrocie okazało się, że Niemiec którego pytaliśmy o drogę był urlopującym się
bratem naszego Lutka z Marburga !! - co za traf!). W punkcie informacyjnym położonym w ośrodku Parku Narodowego Pan Hiszpańczyk sprawnie wyrecytował co, gdzie, kiedy i którędy i wręczył nam mapki i kserówki tras. Zdecydowaliśmy się na zwiedzenie ścieżek przyrodniczych w pobliżu ośrodka. Wiodły one wśród ciekawego lasu sosnowego (sosna kamienna/pinia/czarna?) nad obrzeża starorzeczy, gdzie mieściły się doskonale zaprojektowane ukrycia obserwacyjne z zamaskowanym dojściem do wiaty. Przez wygodne okienko mogliśmy pooglądać liczne hełmiatki, czaple nadobne, warzęchy oraz zabawne modrzyki. Te ostatnie usilnie demolowały kępę oczeretów miażdżąc pokracznymi nogami zielone łodygi i zapalczywie dziobiąc je ogromnymi purpurowymi szczękami. Balansowały przy tym utrzymując się na pływajających badylach - widok przekomiczny. Odcinki pomiędzy kolejnymi domkami wiodły po drewnianej ścieżce wśród suchorośli (tu śpiewały pokrzewki aksamitne) i podmokłych zakrzaczeń (tu wierzbówki i słowiki rdzawe). Do listy gatunków doszły jeszcze: perkozek i kokoszka. Z El Rocio skierowaliśmy się do Matalascanas w poszukiwaniu noclegu. Po objechaniu kilkakrotnie nadmorskiego miasteczka pokrytego labiryntem jednokierunkowych uliczek dotarliśmy do wskazanego przez uprzejmego portiera hotelu Grand kempingu. Był on zgodnie z opisem w Pascalu "ogromny" (może kilkaset kwater na karawany), ale na szczęście raczej cichy, nie zatłoczony i położony na pięknej wysokiej nadmorskiej wyżynie wydmowej. Zachód słońca i różane wino na podsumowanie dnia. |
|
|
15 IV wtorek Zgodnie z sugestiami Pana Hiszpańczyka z Parku Narodowego udaliśmy się do Jose Valverde Centre w sercu Coto Donany. "Najaktualniejsza" kserówka trasy dojazdowej okazała się kompletnie bezużyteczna i po dłuższej jeździe wśród lasów parasolkowych a potem wśród podmokłych równin udało nam się określić naszą pozycję geograficzną. Mimo kropiącego deszczyku udało nam się zaobserwować sporo czapli nadobnych i złotawych. W łanie trzcin dostrzegliśmy przypadkowo skuloną sylwetkę czegoś co wyglądało początkowo jak bocian. Po chwili wiedziałem jednak, że jest to ptak, którego nazwy ani polskiej, ani łacińskiej nie znam!! Na widok żółtego, zakrzywionego dzioba w głowie wyświetlił mi się neon "yellow-billed stork / marabut?" i mgliste wspomnienie foty z internetu. Podekscytowany ruszyłem ku niemu z aparatem pokonując dwumetrowy płot z drutu kolczastego i brnąc w obrastających me trampki błotnych "rakietach". Ptak na szczęście nie kwapił się do ucieczki i klatka po klatce zbliżałem się do dziwaka. W locie wyglądał podobnie do naszego bociana, z wyjątkiem żółtego, lekko zakrzywionego dzioba oraz nieco dłuższej, wygiętej szyi. Dopiero w Polsce dowiedziałem się, że miałem rzadką okazję obejrzenia afrykańskiego dławigada (Mycteria ibis)!! |
|
|
|
|
Dławigad afrykański (Mycteria ibis) - Park Narodowy Coto Donana. |
|
| Dalsza jazda nasypem wśród moczarów przynosiła kolejne wspaniałe obserwacje. Różowe czerwonaki stały o rzut kamieniem od drogi taplając się komicznie w półmetrowych rozlewiskach. W podmokłych chabaziach spacerowały ibisy, szczudłaki, czaple modronose oraz dwie czaple białe i kilka purpurowych. Na obrzeżu poletek zerwały się nam 2 kulony. | |
|
|
|
Kawiarenka w Jose Valverde. |
|
|
Centrum Jose Valverde okazało się wspaniale przygotowanym dla gości budynkiem, z przeszklonymi salami do obserwacji, kafeterią, punktem informacyjnym i sklepikiem. Wzór godny naśladowania! Kolejnym zaskoczeniem była ogromnym ilość ptaków skupionych wokół centrum! Tak
jakby ktoś w szuwarach pozakładał akwaria i karmniki, aby ptaki siedziały tuż przed oknami. Takiej ilości czapli, ślepowronów, ibisów i kaczek w jednym miejscu już potem nie widzieliśmy! Wśród trzcin dostrzegłem pięknie wybarwione kaczki jarzębate, hełmiatki i
modrzyki. W pobliżu budynku rozciągały się rozległe podmokłe łąki i szuwary, wśród których można było wygodnie poruszać się po groblach. Tu widzieliśmy buszujące wśród zieleni modrzyki, których pokwikiwania i chrząkania były znacznie głośniejsze i komiczniejsze od naszych wodników. Udało mi się też po dłuższych poszukiwaniach zaobserwować łyskę czubatą z błękitnawym dziobkiem i krwistymi kuleczkami na czole:) W trakcie kilkugodzinnej nasiadówki z punktu naliczyliśmy co najmniej kilkanaście przelotnych stad czapli złotawych, rybitwę krótkodziobą, szablodzioby, alpinki, bataliony. |
|
|
|
|
Czaple złotawe - Park Coto Donana |
|
|
W pobliżu żerowały pojedyncze jaskółki rudawe oraz jedna pliszka żółta z wyraźnie białym gardłem, którą oznaczyłem jako "iberiae". |
|
|
|
|
Jaskółka rudawa - park Coto Donana |
|
| W trakcie oglądania ptaków wodno-błotnych na niebie pojawił się też nagle spory sokół, który zaintrygował mnie bardzo energicznym lotem, jasnym grzbietem ciała i piaskowym ogonem. Spód ciała był raczej jednolity i jasny, bez ciemnego pasa na obrzeżeniu pokryw podskrzydłowych. Przypuszczam że mógł to być młody jasny sokół wędrowny lub młody raróg górski, choć dotychczas nie widziałem tak ubarwionych ptaków wymienionych gatunków. Zdjęcia dostarczyły jedynie poglądu na sylwetkę sokoła. | |
|
|
|
Sokół obserwowany w Parku Coto Donana - młody wędrowny czy raczej raróg górski? |
|
| Wracając z Jose Valverde mieliśmy jeszcze okazję pooglądać niepłochliwego gadożera polującego wzdłuż linii energetycznej. Podziwialiśmy ciagnące się po horyzont mokradła z sylwetkami pasących się koników i rozmytymi różowymi stadami czerwonaków. | |
|
|
|
Czerwonaki w Parku Narodowym Coto Donana. |
|
| Przed dotarciem na kemping zboczyliśmy jeszcze do Acebuche - centrum dla odwiedzających Park, w którym można zabrać się na 4-godzinną wyprawę po wydmach ogromnymi terenowymi autobusami. Kosztuje to 19 EUR i mieliśmy wrażenie że raczej nie pozwala na kontemplowanie przyrody tylko niezłe wrażenia typu "safari". | |
|
|
|
Gaba ostrzega przed rysiami. |
|
| W Acebuche odwiedziliśmy kilka "hut-ów" zlokalizowanych podobnie jak w El Rocio - nad lagunami pełnymi ptaków wodno-błotnych. Jako ciekawostkę sfotografowaliśmy znak ostrzegający gości przed rysiami. | |
|
16 IV środa Dzień wstał wyjątkowo słoneczny i zapowiadał się upalnie więc zrezygnowaliśmy z szybszego powrotu na północ i poświęciliśmy go na dokładniejsze zwiedzenie Coto Donany. Po porannym spacerze po plaży ruszyliśmy w kierunku El Rocio. |
|
|
|
|
Warzęchy w Parku Coto Donana. |
|
| W pobliżu laguny dostrzegliśmy przelatujące nad głowami żwirowce łąkowe. Na wyniesionym grądziku siedziały szczudłaki, mewa białogłowa (typu "michahellis"), 7 kulików mniejszych oraz swojski krawodziób. Zwiedziliśmy wyjątkowo zaludniony ryneczek i katedrę oraz sklepiki z dewocjonaliami pełne gadżetów "madonnowych". | |
|
|
|
"W samo południe" w El Rocio. |
|
|
W okolicach Hinoyos bezskutecznie wypatrywaliśmy kaniuka obserwując za to pięknego orzełka włochatego odmiany jasnej. Skierowaliśmy się później "szalkiem Kolumba" - czyli miejscowości związanych z pierwszymi wyprawami Krzysztofa. W La Rabida zwiedziliśmy nadreczną ekspozycję z wiernymi kopiami (1:1) trzech statków Kolumba. Pod pokładami odworzono figury żeglarzy, makiety żywności i odgłosy rejsu. Tuż obok ekspozycji na niedużym bagienku baraszkowały hełmiatki, szczudłaki i czapla nadobna. |
|
|
|
|
Czapla nadobna koło Huelvy. |
|
| Późne popołudnie i wieczór poświęciliśmy na relaksowe zwiedzanie wydm nadmorskich. | |
| 17/04/2003 czwartek | |
|
W porannej, nieco zaskakującej mgle ruszyliśmy na północ żegnając się z gościnną Coto Donaną. W okolicach Sewilli postanowiliśmy zwiedzić Forum Italicum czyli odtworzone ruiny rzymskiego osiedla, położone tuż przy trasie przelotowej. Cały obszar forum jest dobrze oznaczony i oczywiście umożliwia skorzystanie z udostępnianego nieodpłatnie przewodnika po terenie. Zadziwiająco dobrze zachowały się mozaiki ilustrujące m.in. gamę wszelakich zwierzaków, w tym ptaków. Z żywych zauważyłem albinotyczną sierpówkę, młode kulczyki oraz kilka kuropatw czerwonych. Jako że pobliskie miasteczko przeżyło świąteczną nocną fiestę to jego uliczki były nieco opustoszałe. Gdzieniegdzie widzieliśmy tylko na wpół próżne butelki wina i puste szklanki. Zjedliśmy zatem nieco słonawą bułę z anchois i pyszną kawę i ruszyliśmy dalej do Trujillo. Po kilku godzinach jazdy z pewnym trudnem dotarliśmy do centrum miasteczka, gdzie ponownie z powodu "Semany Santy" (Wielki Tydzień) ruch w centrum był mocno ograniczony (Guardia Civil). Nad rozgrzanym upałem ryneczkiem krążyły bociany białe, sępy płowe i kasztanowate. Popijając piwko niespiesznie przemieszczaliśmy się po podcieniach i wąskich uliczkach. Zdecydowaliśmy ostatni nocleg spędzić na gościnnym kempingu Monfrague. Tu jednak czekała nas niespodzianka w postaci kolejki aut przed bramą i wielkiej kartki z napisem "complete". Okazało się, że z racji wolego czwartku i piątku przed Wielkanocą tłumy "madrilenhos" ruszyły na "długi weekend" i wypełniały stopniowo wszelki możliwe miejsca noclegowe na prowincji wliczając w to Monfrague. Dzięki szczypcie umiejętności negocjacyjnych udało się nam dostać z autem na teren kempingu i znaleźć kawałek wolnego trawnika. Wieczorny spacer i koncert kukułek okazał się całkiem przyjemny. W pobliżu żerował piękny srokosz (meridionalis) i grupka żołn. W nocy koncert kukułek przybrał na sile i przez kilka godzin zagłuszały się na przemian z usiłującym dojść do głosy syczkiem:) |
|
|
18 IV piątek
Wyjazd oceniam jako udany i spełniający pokładane w nim nadzieje. Udało nam się w spokoju pooglądać piękne hiszpańskie krajobrazy i nieco poszerzyć swoje wyobrażenia o tym zróżnicowanym kraju oraz jego awifaunie. |
|
|
Uwagi praktyczne
Wynajem samochodu - w najtańszej opcji ok. 20-25 EUR/dzień. W AVIS ubezpieczenie było tylko częściowe. Trzeba być przygotowanym na to, że w przypadku kradzieży lub poważnej kolizji dodatkowa opłata może sięgnąć 400 EUR (w przypadku Seata Ibizy). Pełne
ubezpieczenie podraża koszt wynajmu o ok. 40-50%. Nie skorzystaliśmy. Na prowincji i w małych miastach ryzyko kradzieży oceniliśmy po podróży jako bardzo nikłe. Natomiast trzeba bardzo uważnie jeździć w miasteczkach (wąskie uliczki!). Starałem się jeździć ostrożnie,
zresztą tak jak wszyscy Hiszpanie.
|
|
| |
|