USA 2002 - Paweł Brzęk
Trip report z USA autorstwa Pawła Brzęka. 

W sierpniu 2002 r. spędziłem kilka tygodni w USA. Była to przede wszystkim wizyta rodzinna, ale miałem też sporo okazji do oglądania ptaków. Co prawda większość czasu spędziłem na gęsto zaludnionym Wschodnim Wybrzeżu, jednak podczas pierwszej wizyty na nowym kontynencie wszędzie można znaleźć interesujące ptaki. 

Podziwiając przyrodę w USA trzeba tylko pamiętać, że praktycznie każdy teren ma tutaj swego prywatnego właściciela. Czasy Dzikiego Zachodu już minęły i wejście na czyjąś posiadłość nie musi skończyć się linczem, ale lepiej nie prowokować kłopotów. 

Po 11.09.2001 Amerykanie patrzą też dość nieufnie na osobę z lornetką, kręcącą się bez widocznego celu w ustronnym miejscu. Dużym ułatwieniem jest za to sieć tzw. 'state parks'. Są one czymś pośrednim pomiędzy rezerwatem przyrody a parkiem publicznym. Z reguły nie są zbyt duże (rozmiary typowego rezerwatu w Polsce), w dodatku często obejmują plaże, kempingi lub inne ośrodki dla turystów. Umożliwiają jednak swobodny spacer po lesie lub brzegiem morza. 

Amerykański klimat był dla mnie naprawdę 'gorącym' zaskoczeniem. Inna sprawa, że trafiłem akurat na 'lato stulecia' w Nowej Anglii. Temperatura podawana jest tutaj w stopniach Fahrenheita. Nie znam tej skali, dlatego nie przejmowałem się prognozami pogody. Zwykle było jednak ok. 33-35 0C ('hot, humid & hazy'). Podczas całego pobytu ani razu nie założyłem długich spodni. 

Connecticut 

Większość pobytu spędziłem u wujka, mieszkającego w niewielkim stanie Connecticut, na północny wschód od Nowego Jorku (w miasteczku o typowo amerykańskiej nazwie Berlin). Pierwszym ptakiem, jakiego zobaczyłem w USA był siedzący tu na drutach gołąb karoliński. Wujek, podobnie jak wielu Amerykanów, ma obok domu kilka karmników i dokarmia ptaki przez cały rok. Mogłem dzięki temu każdego dnia podziwiać najpospolitsze gatunki: sikory jasnoskrzydłe i dwubarwne, czyże złotawe, sójki błękitne i wrony amerykańskie. Tęsknotę za Europą koiły wróble domowe oraz ogromne stada szpaków. Gatunek ten został wprowadzony do USA pod koniec XIX wieku i znakomicie się zaaklimatyzował. Stał się nawet szkodnikiem, zajmując miejsca lęgowe miejscowych gatunków ptaków. 

Tyran północny (Tyrannus tyrannus) czatujący na owady

Jednym z najbardziej charakterystycznych ptaków Ameryki Północnej jest kardynał. Samiec wygląda imponująco: duży, krwistoczerwony ptak z czubkiem na głowie. Kardynały są jednak dość ostrożne. Dopiero ostatniego dnia przed powrotem do Polski znalazłem samca pozującego do zdjęć na czubku drzewa. Dużą atrakcją były dla mnie także dwa gatunki z rodziny przedrzeźniaczy. Ptaki te swą sylwetką i rozmiarami przypominają trochę drozdy. Jeden z nich to bardzo pospolity przedrzeźniacz północny. Jest znany dzięki zdolności naśladowaniu wszystkich usłyszanych dźwięków (stąd nazwa). Drugi gatunek - przedrzeźniacz ciemny, jest znacznie bardziej skryty. Swą angielską nazwę (Catbird) także zawdzięcza głosowi, łudząco podobnemu do miauczenia kota. 

W Ameryce Północnej żyje kilkadziesiąt ptaków trznadlowatych określanych jako 'wróble' (Sparrows). W Connecticut najpospolitszym gatunkiem była pasówka śpiewna. Jej głos kojarzył mi się zawsze ze śpiewem ortolana. Podczas spacerów po okolicy widywałem też dziwonie purpurowe i jemiołuszki cedrowe, a także muchołówki z rodziny tyranek: tyrana północnego i fibika oliwkowego. Kilka razy pokazał się myszołów rdzawosterny, najpospolitszy ptak drapieżny Ameryki Północnej. Dość częsty był także sępnik różowogłowy, czyli mały krewniak wielkich kondorów. Widywane czasem jerzyki oznaczyłem jako kominiarczyki tylko na podstawie zasięgu geograficznego. 

Kilka mil od Berlina znajduje się Dinosaur State Park. Swą nazwę wziął od odkrytej tu płyty skalnej ze skamieniałymi odciskami stóp tych gadów. Park obejmuje także trochę lasu. Zobaczyłem tu trzy gatunki dzięciołów: kosmatego, różowoszyjego i czerwonobrzuchego. Największą atrakcją była dla mnie jedyna pewna obserwacja wireonka czerwonookiego. Ptak przebywał wysoko w koronach drzew i znalazłem go tylko dzięki jego niezmordowanemu śpiewowi. Ciekawe były także strzyżyki śpiewne, bardzo podobne do naszego ale trochę większe i z wyraźnie dłuższym ogonkiem. Spotkałem tu też indyczkę z młodymi, pochodzące zapewne z akcji reintrodukcji. Na okolicznych łąkach bardzo pospolite były barwne drozdy wędrowne. 

Virginia 

Z Connecticut odbyłem kilka wycieczek do innych stanów. Ptaki można było zobaczyć i w Waszyngtonie (tyran północny obok budynku Kongresu, mewy delawarskie i bernikle kanadyjskie na stawach w centrum miasta), i w Nowym Jorku (ptactwo wodne na rzece Hudson). Jednak znacznie ciekawsze były wyjazdy do mniej zaludnionych terenów. Pierwszym z nich był stan Virginia, położony w połowie wybrzeża między Kanadą a Florydą. Po drodze bardzo liczne sępniki różowogłowe. Co one jedzą w tych gęsto zaludnionych stanach? Zobaczyłem też mojego jedynego bielika amerykańskiego. Wszystkie widziane jaskółki okazywały się być poczciwymi dymówkami. 

Jedzenie w przydrożnym McDonaldsie było tak okropne, że prawie cały lunch wykorzystałem do wabienia mew karaibskich przed obiektyw aparatu. Potem przejechaliśmy jeszcze nad Zatoką Chesapeake po długim, kilkunastokilometrowym moście. Tuż przed mostem zobaczyłem pierwsze pelikany brunatne i mewy delawarskie, a także znajome mewy siodłate i srebrzyste. W okolicy bardzo często widuje się także rybołowy. Gatunek ten był kiedyś rzadki, ale dzięki akcji zakładania platform lęgowych jego liczebność wzrosła. Jeszcze pospolitsze od rybołowów były wojskowe odrzutowce: tuż obok znajduje się największa baza marynarki wojennej USA w Norfolk. 

Mewa karaibska (Larus atricilla)

Rybitwy królewskie (Sterna maxima) na brzegu Atlantyku

Naszym celem była Virginia Beach, duży kurort nad brzegiem Atlantyku. Kilkanaście kilometrów na południe, już niedaleko Północnej Karoliny, znajduje się Back Bay Wildlife Refuge. Obejmuje on kilka przybrzeżnych jezior, łąk i plażę. Niestety, w sierpniu większość terenu jest zupełnie sucha. Zwiedzanie rezerwatu przyniosło jednak wiele miłych niespodzianek: czapla modra (jakby powiększona wersja czapli siwej), perkozy grubodziobe, zimorodek rybaczek popielaty z upolowaną rybą, kormoran rogaty. Najciekawszy był jednak przepiór wirginijski: w ogóle nie liczyłem na zobaczenie kuraków w USA. Na brzegach kanałów leżało sporo wygrzewających się żółwi. 

Najwspanialszy był kilkugodzinny spacer po plaży wzdłuż rezerwatu. Słońce, szum oceanu, tysiące ptaków. I prawie zupełny brak ludzi, wszyscy tłoczyli się w Virginia Beach. Oprócz znajomych już mew delawarskich i pelikanów brunatnych zobaczyłem wiele rybitw: zwyczajne, wielkodziobe, czubate, królewskie. Była też rybitwa czarnoucha w szacie zimowej, z charakterystyczną czarną 'maską' wokół oczu. Na piasku pełno siewek, chociaż większość z nich to gatunki dobrze znane z ujścia Wisły: piaskowce, biegusy rdzawe, kamuszniki, siewnice. Dość pospolite kuliki mniejsze należały do amerykańskiego podgatunku hudsonicus: są całe ciemne w locie. Najciekawsze były błotowce (urocza nazwa łacińska Catoptrophorus semipalmatus). Mają rozmiary i sylwetkę szlamika rdzawego, na ziemi są jednolicie popielate, ale w locie pokazują ładnie, biało-czarne skontrastowane skrzydła. Obok biegusów żerowały wilgowrony mniejsze z rodziny kacyków. Przypominają trochę skrzyżowanie kosa ze szpakiem. Nie spodziewałem się, że jakieś ptaki wróblowate (poza pluszczem) mogą żerować w taki sposób: wilgowrony brodziły w wodzie po pas. A na plaży zamiast muszelek, pełno wyrzuconych przez fale martwych skrzypłoczy. 

Vermont 

Celem kolejnego wyjazdu był stan Vermont, niedaleko Kanady. Jest to spokojny, w porównaniu z Nowym Jorkiem wręcz sielski stan. Dużo lasów i gór, mało ludzi. Znajomi wujka, u których się zatrzymaliśmy, mieszkają w głębi lasu i ptaki można było obserwować tuż obok domu. Odwiedziłem też pobliski Echo Lake State Park. Pierwszym ptakiem jakiego tu zobaczyłem był koliberek rubinobrody przy karmniku (plastikowy 'kwiat' ze specjalnym płynem ze sklepu). Niesamowity widok, w locie można go rzeczywiście pomylić z owadem. Na pniu brzozy tuż obok domu żerowały dzięcioły oskomiki czerwonogardłe. Wykuwają one bardzo regularną 'siatkę' otworów w korze drzew i spijają wypływające soki. Przy otworach tych żerował również czasami koliber. 

Koliberek rubinobrody (Archilochus colubris) zawisający przy karmniku

Samiec czyża złotawego (Carduelis tristis)

Lasy w tej części Stanów (Nowa Anglia) są bardzo podobne do naszych lasów mieszanych. Zobaczyłem w nich sporo leśnego drobiazgu: pełzacza amerykańskiego, kowaliki: czarnogłowego i karolińskiego, drozdka rudego, kolejnego 'wróbla' - spizelę białobrewą, i przede wszystkim moje pierwsze lasówki. Jest to duża grupa ptaków, zastępująca w Ameryce nasze pokrzewki (stąd nazwa 'New World Warblers'), są one jednak zwykle bardziej kolorowe. Zajmują najrozmaitsze nisze ekologiczne. W Vermont widziałem lasówki rudogardłe i granatowe ('normalne pokrzewki'), poza nimi także pstroszki łażące po korze jak kowaliki i lasówkę złotogłową, przypominającą ubarwieniem i trybem życia małego drozda. 

Luizjana 

Prawdziwą ptasią ucztą była wizyta u Pawła Michalaka, znajomego z Polski. Przebywał on na stypendium w Baton Rouge w Luizjanie. Miasto położone jest nad Missisipi, niedaleko Nowego Orleanu i Zatoki Meksykańskiej. To już prawie tropik: duszno i gorąco, burze, gekony biegające po ścianach. Dzielnica, w której mieszkał Paweł przypomina rzadki las. Wysokie drzewa dają cień, a także zapewniają schronienie licznym ptakom. Zobaczyłem tu myszołowa szerokoskrzydłego, strzyżyki karolińskie i przedrzeźniacza rudego. Najwspanialsze były dzięcioły krasnogłowe. Są po prostu przepiękne: czerwona głowa, biało-czarny tułów i skrzydła. Zachowują się nietypowo jak na dzięcioły: często chwytają owady w locie jak muchołówki. Wieczorami w okolicy odzywał się puszczyk kreskowany. 

Mewa delawarska (Larus delawarensis)

Na terenie kampusu uniwersyteckiego w Baton Rouge znajduje się kilka dużych stawów. Zaraz po przyjeździe zobaczyłem tutaj trzy gatunki czapli: białą, śnieżną (odpowiednik naszej czapli nadobnej) i zieloną (odpowiednik naszej czapli modronosej). Największą niespodzianką była wężówka. Ptak wygląda rzeczywiście jak skrzyżowanie kormorana z czaplą. Na kampusie zobaczyłem także kaczki karolinki, sikory karolińskie i dzierzby siwe. W koronach drzew często siadały cykadojady jasnogłowe, ptaki drapieżne podobne do kaniuka. 

W ciągu następnych dni odwiedziłem wiele ciekawych miejsc w okolicy. Najbardziej emocjonujący był rejs kajakiem po bagnach, wśród cypryśników i zatopionych drzew. Miejsce okazało się godne swej nazwy (Alligator Bayou): tuż obok kajaka pojawił się spory aligator. Gady te są bardzo pospolite w Luizjanie i podobno raczej niegroźne dla ludzi. Każde odwiedzone miejsce przynosiło też nowe ptaki: kukawik żółtodzioby, lasówka bursztynka, czapla śniada (taka czapla nadobna pomalowana na niebiesko), siwuszka ciemnobrewa, sępnik czarny (kolejny 'kondorek')... 

Missisipi na wysokości Baton Rouge wygląda dość nieszczególnie: szeroki, uregulowany kanał z brudną wodą. Znacznie bardziej interesujące były okoliczne pola i zarośla. Zobaczyłem tam kilka ciekawych gatunków z rodziny kacyków. Na śródpolnym płocie siedział wojak obrożny, spory żółty ptak, pełniący tu obowiązki naszego skowronka. Nad rzeką kręciły się epoletniki krasnoskrzydłe. Spotkałem także ogromne (ok. tysiąca ptaków) stado starzyków brunatnych, jedynego północnoamerykańskiego pasożyta lęgowego. Obok krów pasły się kosmopolityczne czaple złotawe. Na suchych terenach często widywałem sieweczki krzykliwe. Dla przybysza z Europy są one dość niesamowitym widokiem: ptak o sylwetce typowej sieweczki ale rozmiarach czajki. Kto wie, czy nie zastępuje tu kulona. 

Dzień przed odjazdem z Luizjany wybraliśmy się na ptaki z kilkoma miejscowymi birdwatcherami. To był prawdziwy maraton (wyjazd 4.30, powrót 22.30). Pomoc osób znających dobrze najciekawsze miejsca i gatunki była nieoceniona. Nasi przewodnicy zasugerowali wyjazd do okręgu Cameron Parrish i w okolice jeziora Lake Charles. Są to tereny na styku Luizjany, Teksasu i Zatoki Meksykańskiej. Obszar ten uchodzi za najlepsze miejsce na ptaki w całej Luizjanie. Znajduje się tam pełno jezior, bagien, lasków, zakrzaczeń, plaż etc. O tej porze roku powoli rozpoczynała się jesienna wędrówka ptaków. Zobaczyłem dzięki temu kilka nowych lasówek i tyrankę piwika północnego, gnieżdżącego się na pograniczu USA i Kanady. Znakomicie dopisały siewki. Z kilkunastu widzianych gatunków najciekawsze były kulik długodzioby (z niewiarygodnie długim i cienkim dziobem), brodziec plamisty w szacie godowej i rzadka sieweczka blada. Poza nimi brodźce piegowate i żółtonogie, biegusy alaskańskie i karłowate itp. 

Za kutrami rybackimi wypływającymi na Zatokę Meksykańską ciągnęły sznury mew oraz delfiny. Niestety, nie zobaczyłem tu fregat ani brzytwodziobów. Więcej szczęścia miałem z czaplami: widziałem 10 z 12 gatunków gnieżdżących się w Ameryce Północnej. Nie brakowało też ibisów białych i amerykańskich oraz warzęch różowych. Ten ostatni ptak widziany z bliska ma wdzięk marabuta, wszystko przez okropną nagą skórę na głowie. Natomiast stado żerujących warzęch obserwowane z pewnej odległości to prawdziwe przeżycie estetyczne: duże, zgrabne ptaki o biało-różowym upierzeniu, podobne do flamingów. Ciekawe były też obserwacje rybitw krótkodziobych. W Europie tylko raz widziałem z daleka jednego ptaka, tutaj kręciły się stada po kilkadziesiąt osobników, czasem tuż nad moją głową. Obok nich rybitwy czarne, dobrzy znajomi z Polski. Niespodzianką były też sierpówki, gatunek ten rozprzestrzenia się szybko wzdłuż brzegu Zatoki Meksykańskiej. 

Mocniej w pamięć wryły mi się jeszcze dwa gatunki charakterystyczne już dla Ameryki Południowej: kormoran oliwkowy i gołąb łuskowiak aztecki. Podziwiałem także dziwnego lelczyka małego, polującego jak jerzyk w upalnym słońcu oraz siedzące na drutach ogromne jaskółki modre. Wyjazd zakończyliśmy na bagnach, gdzie oprócz licznych chruścieli (swojskie kokoszki, łyska amerykańska i sułtanka amerykańska) mogłem podziwiać z bliska mokasyna. Wąż ten jest bliskim krewnym grzechotnika. Na dobranoc zobaczyłem jeszcze puszczyka kreskowanego siedzącego na dachu szopy. Tego dnia widziałem 40 nowych gatunków, nowy rekord życiowy. 

Łącznie podczas całego wyjazdu zobaczyłem 139 gatunków ptaków, z czego 117 po raz pierwszy w życiu. A gdyby jeszcze wybrać się na moczary dookoła Virginia Beach na przełomie kwietnia i maja czy do ogromnych parków narodowych na Zachodzie...

 

Paweł Brzęk