HELGOLAND 2002

 

19-24/10/2002, uczestnicy: Gabriela Sawicka, Lothar Nau, Tomek Kulakowski

 

Pomysł wyjazdu na Helgoland zrodził się dzięki znajomości z Lutkiem Nau. Któregoś wiosennego wieczoru w Wiźnie nad Narwią umówiliśmy się, że musimy wraz z Gabrysią odwiedzić Lutka w Niemczech i przy okazji pooglądać trochę ptaków. Jako że Lutek mieszka w Marburgu, który ptasią atrakcją nie jest (choć można tam co nieco zobaczyć) więc zdecydowaliśmy się wybrać na Helgoland.

Lutek już kilkakrotnie na Helgolandzie zawitał więc realizacja pomysłu wydawała się prosta. Docieramy do Marburga (Hesja) a potem wraz z Lutkiem jedziemy autem nad morze do Cuxhaven skąd morzem dostajemy się do celu.
Wybraliśmy przy tym październik jako miesiąc, w którym na wyspie trafia się sporo ciekawych ptaków.
Wyruszyliśmy 17 X ok. 11 z Białegostoku by po 21 godzinach jazdy autobusem dotrzeć do Marburga. Lutek odebrał nas i wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Mimo że nie jest ono wielką aglomeracją (a może dzięki temu) uchowało się tam wspaniałe budownictwo z szeregiem kamiennic ze ścianami z „muru pruskiego”, doskonale zachowana katedra i zamek.

Lutek zawodowo zajmuje się renowacją takich budynków i prowadzi wraz z bratem niedużą firmę budowlaną. A w wolnych chwilach z lornetką i aparatem przemierza okoliczne wzgórza i pola.

19/10/2002 sobota
Na drugi dzień wyruszyliśmy przed świtem aby przejazd autostradą na Wybrzeże trwał jak najkrócej. Czekało nas ok. 5 godzin jazdy.Z Cuxhaven na Helgoland codziennie odpływa jeden statek – duży, nieco przypominający nasze wycieczkowe. I tu uwaga – auto należy zostawić na wybrzeżu. Na Helgolandzie nikt nie korzysta z transportu samochodowego.Statek płynął na wyspę ok. 2-3 h. Po drodze była okazja do obserwacji ptaków morskich. Wraz z naszą trójką morze „czesało” kilku innych „ornis” (czyli potocznie w niemieckim „ornitologów”). Zauważyliśmy m.in.: 

nura rdzawoszyjego (Gavia stellata) - lecącego nad falami
edredony (Somateria mollissima) 
markaczkę (Melanitta nigra)
mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla) – kilka os
nurzyki (Uria aalge) – 7 osobników zrywających się blisko burt


Po wylądowaniu ruszyliśmy między małymi portowymizabudowaniami przypominającymi nieco skandynawskie domki. Przy każdym przebytym metrze zaskakiwały mnie pojawiające się wszędzie wróblaki. Dosłownie na każdym kawałku trawnika czy deptaka spacerowały intensywnie żerujące droździki (Turdus iliacus), śpiewaki (Turdus philomelos), rudziki (Erithacus rubecula) i kosy (Turdus merula). Trudno było je wszystkie ogarnąć wzrokiem a za każdym świergotkiem czy drozdem lornetka wędrowała wręcz odruchowo. Dystans ucieczki był dodatkowo tak mały, że większość rudzików czy drozdów była w zasięgu ręki/standardowego obiektywu nie mówiąc o zoomie 300 mm. Dzięki temu mogliśmy dokładnie przestudiować szczegóły upierzenia wielu gatunków.

 


 

 

 W porcie spotkaliśmy ponadto wracających z tygodniowego pobytu znajomych Lutka, którzy w tym czasie odnotowali 110 gatunków. W trakcie rozmowy z nimi spostrzegliśmy wypłoszoną z krzewów słonkę (Scolopax rusticola) oraz stadko jerów (Fringilla montifringilla). Znajomi Lutka polecili nam niepłochliwego mornela, którego można było pooglądać na „oberlandzie” (klifowa część wyspy).

Ruszyliśmy zatem szybko przez miasteczko aby zostawić bagaże i podbijać ląd. Nasza kwatera należała do Frau Tuxen – starszej pani, która w okresie ostatniej wojny wyemigrowała na Helgoland z Elbląga. Pani była bardzo uprzejma i przygotowała nam wygodny pokój z telewizorkiem, lodówką i małym zlewem. Lutek niestety musiał mieszkać w jedynce mieszczącej się w podpiwniczeniu a tam nie działało ogrzewanie. Długie wieczory spędzaliśmy więc razem w cieplejszym pokoju.

Po rozpakowaniu manatków ruszyliśmy wąskimi uliczkami między gęsto posadowionymi domkami. Zaraz za ostatnimi ogródkami zaczynała się pagórkowata łączka z chwastami, na których żerowały niepłochliwe czeczotki (Carduelis flammea) – wspaniała okazja do fotografii. Tuż obok grupka czyżyków (Carduelis spinus). Mimo licznie spacerujących ścieżkami turystów ptaki pozwalały na spokojną obserwację. Piękna słoneczna pogoda z lekkim wietrzykiem towarzyszyła naszym pierwszym wrażeniom.

Wędrując obrzeżami czerwonego, wysokiego klifu podziwialiśmy niesamowity krajobraz – wysokie urwiska i pasące się na pokrytej dołkami łące owce. Dołki, jak nam później wyjaśniono, to efekt wielokrotnego bombardowania wyspy przez opróżniające luki bombowe samoloty aliantów.

Wśród traw ponownie pełno było rudzików, strzyżyków (Troglodytes troglodytes) i świergotków łąkowych (Anthus pratensis). Nad głowami przeleciała nam pojedyncza poświerka (Calcarius lapponicus) – niestety, później nie udało się nam jej obejrzeć dokładniej.

Zaś MORNEL (Charadrius morinellus) spokojnie żerował w pobliżu spacerowej ścieżki. Dostrzegłszy go chcieliśmy dyskretnie podkraść się, tak aby nie spłoszyć zmęczonego wędrówką uroczego ptaszka. Wraz z Lutkiem wpełzliśmy do pobliskiego leja bombowego i wystawiając głowy trzaskaliśmy foty. Ptaszek początkowo niepewnie rozglądał się i pogwizywał, zaś po chwili oddał się pielęgnacji upierzenia i zasnął. W pełnym słońcu podziwialiśmy więc go z kilku metrów. Płowo-beżowe upierzenie gładko komponowało się z żółknącą powoli trawą. Odchodząc od ptaszka widzieliśmy jak pobliską ścieżką, nie zważając na ptasie drobiazgi, spacerują dostojnie wczasowicze.

Po południu wybraliśmy się dolną, wschodnią częścią wyspy w kierunku leżących na północy trawników i niższego wybrzeża. Pomiędzy krzewami latał krogulec (Accipiter nisus), zaś nad nami przeleciał szybko bekasik (Lymnocryptes minimus). Na kamienistej plaży w pobliżu klifu spotkaliśmy znajomych z lornetkami. Po obmywanych lekkimi falami kamykach spacerowała pliszka górska (Motacilla cinerea), zaś w pobliżu pływały edredony (Somateria mollissima).

Idąc do miasteczka zauważyliśmy jak z pobliskich krzewów róży wyskoczył jasny ptak, którego zaraz dogoniłem. Okazało się, że trafił się nam leucystyczny osobnik droździka (Turdus iliacus) wyglądający niesamowicie na ciemnym tle krzewów.

Około 18 zaczęło zmierzchać więc udaliśmy się na poszukiwanie miłej knajpki. Znaleźliśmy taką wkrótce i spożyliśmy smaczny i niedrogi (ok. 6 EUR) posiłek w postaci gęstej gulaszowej zupy i kilku parówek.

Wieczorne podsumowanie dnia umililiśmy sobie konsumpcją szerokiej gamy alkoholi, które na Helgolandzie, będącym w całości strefą wolnocłową, dostępne są w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. Dla miłośników trunków wspomnę tylko, że 12-letnią whiskey można kupić za 18 EUR/L, zaś 1- letnią (równie dobrą) za 10 EUR/L. Testowaliśmy również mandarynkowego Absoluta (10 EUR/L), odkryty przez Gabi likier jajeczny („Ai ai ai”) oraz  kilka gatunków piw. Lista dnia zamknęła się 40 gatunkami (ptaków oczywiście).

20 X niedziela

Poranek wstał nieco wietrzny i nadal dość słoneczny, choć chmurek przybyło.

Rano ponownie ruszyliśmy w kierunku „oberlandu” by dotrzeć do jego północnego cypla. Znajduje się tam tzw „długa Ania” – czyli po niemiecku „Lange Anna”. Jest to fantastyczny ostaniec klifowy o czerwonym zabarwieniu, „przekładany” jaśniejszymi warstwami. Dla ochrony wietrzejącej skały powstała specjalna fundacja, która dba o to, aby „Ania” mogła być przez długie lata swoistym symbolem wyspy i zapewniała ptakom morskim bezpieczne miejsce do zakładania swych kolonii.

Po drodze do „Ani” dostrzegliśmy polującego sokoła wędrownego (Falco peregrinus) oraz grupkę górniczków (Eremophila alpestris) zaś u podnóża skały żerowało sporo mew, kamuszniki (Arenaria interpres) oraz ostrygojady (Haematopus ostralegus).

Na pobliskiej ławeczce ucięliśmy pogawędkę ze starszym panem – ornitologiem, który, jak się okazało, dobrze pamięta Narew, Biebrzę i naszych wspólnych znajomych z Północnego Podlasia. Miło spotkać kogoś, kto podobnie jak my podziwia przyrodę PP. Pan był doskonale przygotowany do wypadów terenowych (przypłynął promem na jeden dzień). Miał deszczoodporne spodnie i niesamowicie długi teleobiektyw z rękojeścią „karabinu”, trochę przypominający „fotosnajpera”.

Wspólnie zeszliśmy z klifu po specjalnie wyznaczonych schodkach i na odwiedzonej poprzedniego wieczora plaży oglądaliśmy żerujące liczniej ptaki. Oglądaliśmy uważnie świergotki nadmorskie (Anthus petrosus), gdy Gabrysia zwróciła moją uwagę na „jakiegoś siewkusa”. W ręku miałem akurat aparat więc spojrzałem przez obiektyw i natychmiast skoczyła mi adrenalina a palec ciężko spoczął na spuście. Raz, dwa, trzy, cztery – klatka za klatką. W pięknym słońcu stał przed nami BIEGUS MORSKI (Calidris maritima). Przy zaledwie 6-cio krotnym powiększeniu obiektywu mogłem podziwiać pięknie wybarwionego ptaka o intensywnie żółtych nogach i nasadzie dzioba. Byłem niesamowicie szczęśliwy. Rzadko zdarza się zaliczenie nowego gatunku w takich warunkach i z możliwością uwiecznienia na zdjęciu! Lutek zaraz sięgnął po piersiówkę i radośnie wypiliśmy po maluchu dobrej whiskey.

Dalszy spacer kontynuowaliśmy w podniosłym nastroju lustrując liczne grupki drozdów w nadziei na dostrzeżenie ciekawszych gatunków. Długo nie czekaliśmy. Lutek zapowiedział że pokaże mi „ringdrossela” i słowa dotrzymał. Dłuższą chwilę mogłem podziwiać DROZDA OBROŻNEGO (Turdus torquatus) siedzącego na niskim krzewie dzikiej róży. Zatem miałem już dwa nowe gatunki i to w ciągu zaledwie pół godziny. Piersiówka znów stała się lżejsza o cztery nakrętki a my wędrowaliśmy powoli w kierunku miasteczka.

Po drodze dostrzegliśmy dwa żerujące srokosze (Lanius excubitor), pokrzywnice (Prunella modularis), paszkoty (Turdus viscivorus) i dziwną białorzytkę (Oenanthe oenanthe?) którą udało się dobrze obfotografować.

W jednym ze sklepów wolnocłowych w miasteczku uczestniczyliśmy w ewakuacji rudzika z wystawy alkoholi. Ptaszek zabawnie podfruwał wśród wystawnych trunków i ekskluzywnych perfum.

Po południowej drzemce ruszyliśmy w kierunku „Kringel” – ogromnego leja bombowego znajdującego się na południe od klifu. Jego obrzeża są dobrze osłonięte od wiatru i zapewniają schronienie licznym wróblakom, czasem rzadkim. Nam udało się dostrzec tym razem jedynie pospolite „Phylloscopy”, które żerowały również na obrzeżu kamienistej plaży przy porcie. Wraz z kilkudziesięcioma rudzikami chwytały zręcznie unoszące się muszki, nie zważając na naszą obecność. Zdjęcia były utrudnione gdyż ptaki były bardzo ruchliwe i często siadały obok nóg, tak że aparat nie chwytał ostrości. Po dłuższym pobycie przy porcie wróciliśmy o zmierzchu na kwaterę.

21 X, poniedziałek

W nocy zaczęło rzęsiście padać więc poranny spacer z nadzieją na widoki wschodzącego słońca przyniósł jedynie obserwacje zmokniętych pokrzywnic.

Po śniadaniu nieco się rozpogodziło choć wiatr był solidny. Udaliśmy się w kierunku piaszczystych nieużytków w południowej części wyspy. Niedaleko portu dostrzegliśmy brytyjski podgatunek pliszki siwej (Motacilla alba yarelli) oraz pojedynczego krwawodzioba (Tringa totanus). Wędrując podmokłymi łąkami w pobliżu oczyszczalni ścieków spłoszyliśmy niesamowitą sowę błotną (Asio flammeus). Ptak mimo silnego wiatru dostojnie wachlując skrzydłami odleciał za pobliskie krzewy. Nad wyspą w międzyczasie przeleciało stadko gęgaw (Anser anser) oraz łabędzi krzykliwych (Cygnus cygnus).

Popołudniowe obserwacje prowadziliśmy z kolei w północnej części wyspy, w pobliżu schroniska młodzieżowego, którego stołówka jest lokalną „mekką seawatchingu”. Jej budynek daje dobrą osłonę dla stojących lunet zarówno przy zachodnich jak i wschodnich sztormach. Tym razem sztorm jeszcze się rozpoczynał i ptaki liczniej przebywały w strefie plaży – odpoczywał pojedynczy nurzyk (Uria aalge), kilka „petrosusów”, sieweczki obrożne (Charadrius hiaticula). W krzewach w pobliżu schroniska dostrzegliśmy kląskawkę (Saxicola torquata). Dalej na morzu pływał zaś pojedynczy perkoz rdzawoszyi (Podiceps grisegena). W sporej odległości od wybrzeża, na betonowym falochronie rozpoznaliśmy z trudem kormorana czubatego (Phalacrocorax aristotelis). Podobno jest to ulubione miejsce tych ptaków na Helgolandzie.

W drodze powrotnej znajomy „orni” rzucił info o bekasiku w pobliżu sanatorium („kurverwaltung”). Okazało się że żerujący w dzień na maleńkej kałuży wśród trawników bekasik (Lymnocryptes minimus) wieczorem zaszył się bezpiecznie pod krzewem ogrodowych róż, gdzie mogliśmy go obserwować z odległości kilku metrów. Pobliski trawnik jak wszędzie usiany był żerującymi i walczącymi o robale drozdami (kilka dni temu na wyspie doliczono się podobno 2 tysięcy droździków!!).

Lista gatunków przekroczyła już 50-kę.

22 X, wtorek

Rano postanowiliśmy odbyć małą wyprawę na „bliźniaczą” wyspę Helgolandu, zwaną „Dune”. W odległości kilkuset metrów (może 1 km) od wschodniegu brzegu leży bowiem owalna, piaszczysta wyspa, na której zlokalizowanych jest kilka domków, małe lotnisko i sporo ciekawych ptasio terenów.

Na wyspę co pół godziny kursuje pasażerska łodka zabierająca ok. 20 osób. Nawet przy silnym wietrze można się na „Wydmę” dostać bo przesmyk między wyspami z reguły jest od wiatru osłonięty.

Liczyliśmy na obserwacje zabawnych fok (zwłaszcza Gabrysia) oraz świergotka szponiastego (Anthus richardi), którego widziano tam w przeddzień.

Po dotarciu do nabrzeża ruszyliśmy plażą na wschód. Nad głową przeleciał nam szlamik (Limosa lapponica) oraz widziany potem kilkakrotnie błotniak zbożowy (Circus cyaneus). Już z daleka widzieliśmy leżące pokotem na piasku zabawne „seehund” – „pieski morskie” jak je nazywają Niemcy. Było ich ok. 100 więc mogliśmy zaobserwować i sfotografować zwierzaki w różnym wieku i ubarwieniu. Są naprawdę zabawne.

Przy końcu plaży nagle dostrzegliśmy dwie sowy błotne (Asio flammeus), które wyleciały znad wydm i skierowały się nad morze. W silnym wietrze i lekkie mgle zawróciły i w takiej niesamowitej scenerii skierowały się z powrotem w kierunku pobliskich suchych turzycowisk. Mogliśmy je potem kilka razy obserwować naprawdę blisko.

Przedeptaliśmy następnie obrzeża lotniska i żwirowe obrzeża wydm. Na małych stawkach-kałużach zauważyliśmy wąsatki (Panurus biarmicus), wodnika (Rallus aquaticus) oraz kilka gatunków kaczek pływających. Niestety świergotka nie udało nam się odnaleźć. W odpowiednich biotopach znaleźliśmy jedynie grupkę górniczków (Eremophila alpestris) i jerów (Fringilla montifringilla). W drodze powrotnej na plaży obserwowaliśmy kilka kamuszników (Arenaria interpres) i sympatycznego piaskowca (Calidris alba).

Popołudnie spędziliśmy na „oberlandzie” i w pobliżu schroniska. Sztorm się nasilał.

23 X, środa

Dziś po południu planowaliśmy powrót, więc poranek postanowiłem, mimo opadów deszczu spędzić bardzo intensywnie. Wyruszyliśmy przed świtem z Gabrysią do leja „Kringel” licząc na „zawiane” świeżo ptaki. W gęstych krzewach dostrzegliśmy uszatkę (Asio otus), dwie słonki (Scolopax rusticola) oraz wszędobylskiego krogulca (Accipiter nisus), który o pokarm rywalizował z równie wszędobylskimi kotami. „Stan” droździków wydawał się stabilny choć wiele ptaków cierpiało z powodu chłodu i wilgoci.

Pozostałe do wyjazdu godziny spędziliśmy w pobliżu osłoniętego od silnego wiatru boiska i pobliskich krzewów. Po obejrzeniu kilku czyży (Carduelis spinus), jerów (Fringilla montifringilla) i rzepołuchów (Carduelis flavirostris) ruszyliśmy w kierunku schroniska. Wzburzone morze lustrowało trzech „ornis”, wśród nich Peter Oelkers i Volker Dierschke. Wspólnie odnotowaliśmy m.in. rybitwę popielatą (Sterna paradisaea), kilka żeglujących nad falami głuptaków (Sula bassana) i jedną młodą mewę trójpalczastą (Rissa tridactyla). Na pobliskim molo pod naporem wiatru przylegały do ziemi mewy siodłate (Larus marinus), kamuszniki (Arenaria interpres) oraz aż 6 biegusów morskich (Calidris maritima)!

Jako że o 16 miał odpłynąć nasz statek do Cuxhaven to już godzinę wcześniej pożegnaliśmy się  z Frau Tuxen i ruszliśmy z bagażami w kierunku portu. Zapewniano nas, że mimo silnego wiatru statek powinien wyruszyć, bo przed południem z powodzeniem dotarł na wyspę ze stałego lądu. Niestety, przewidywania tubylców wzięły w łeb i kapitan statku ogłosił, że wyruszy następnego dnia rano lub po południu. Nasze plany powrotu były poważnie zagrożone. Mimo smętnych humorów udaliśmy się na wieczorny „seawatching” przy schronisku. Okazało się, że przelot nad wzburzonym morzem trwa nadal. Ponownie dostrzegliśmy głuptaki (Sula bassana), zaś na molo pojawiły się interesujące mewy. Pośród siodłatych siedziała rzadka tutaj mewa białogłowa (Larus cachinnans) oraz 3 osobniki brytyjskiego podgatunku mewy żółtonogiej (Larus fuscus graellsii).

Noc upłynęła pod znakiem przechodzących co chwilę burz z gradem, zaś od czwartej kiedy to piorun trzasnął w pobliską latarnię, trudno było już zasnąć.

24 X, czwartek

Wyruszając przed świtem do portu nie mieliśmy pewności czy statek odpłynie. O 7 ogłoszono, że planowany na tą godzinę start nie jest możliwy i statek powinien wypłynąć o 9 gdy zmieni się pływ w ujściu Elby i osłabną fale na wybrzeżu Niemiec.

Szczęśliwie wyruszyliśmy o 9 i mimo dość silnego falowania w słonecznej pogodzie zmierzaliśmy na południowy wschód.

Z tylnego pokładu statku mieliśmy wspaniałe możliwości obserwacji mew trójpalczastych (Rissa tridactyla) w róznych szatach. Wkrótce na pełnym morzu pojawiły się alkowate oraz edredony zaś nad statkiem przeleciało stado markaczek (Melanitta nigra). Im bliżej byliśmy brzegu tym bardziej morze się uspokajało i mogliśmy obserwować odległe chmary ptactwa obsiadające płycizny Wattenmeer. Na obrzeżach szelfu żerowały grupki nurów czarnoszyich (Gavia arctica), wzdłuż burty przeleciał sokół wędrowny (Falco peregrinus).

Dalsza podróż do domu przebiegła w miarę spokojnie – mogliśmy poprzeglądać notatki i podsumować wrażenia z wyprawy.


Rady praktyczne:

Lista gatunków naszej wyprawy (łącznie z rejsem statkiem) zamknęła się liczbą 75.