|
| 8/09/2000 Białystok-Warszawa-Zurich-Madryt-Algeciras |
|
Wyruszamy z Gabrysią z Białegostoku porannym pociągiem. Samolot do Madrytu ok. 10 więc nie ma się co spieszyć.
Wylot w miarę punktualny, lecimy do Zurichu. Na tamtejszym lotnisku przesiadka na samolot do Madrytu.
Trochę chodzimy, oglądamy różnych dziwnych ludzi, m.in. grupki muzułmanów czekających w turbanach i szlafrokach
na przesiadkę do Azji. Drugi start jest trochę męczący – znów do szybko do góry, a potem wolno w dół.
Po drodze klarowne widoki na Alpy i lodowce oraz wspaniałe doliny polodowcowe.
W Madrycie czekają na nas Javi, Ana i Marina. Zostawiamy bagaże w mieszkaniu Javiego i ruszamy pozwiedzać (w zasadzie pochodzić po mieście) Madryt. Jest niesamowicie gorąco (30 st C) i duszno. Pogoda podobno nietypowa o tej porze roku w Madrycie. W małej knajpce wcinamy hamburgery z kalmarami. Szczęśliwie, mimo niespodziewanego korka i problemów z trafieniem, zdążamy na autobus do Algeciras. Nasz DAIBUS jest prowadzony przez sprawnego “senora popierdaladora” (to pseudonim nadany hiszpańskim kierowcom przez Maćka Juniewicza) i rączo pokonuje (noc) hiszpańskie przestrzenie. |
|
9 IX sobota Nad ranem docieramy do Algeciras, gdzie pogoda nie jest najwspanialsza. Mocno wieje i pochmurno. Gabrysia się krzywi. Od kilku dni wieje “levante” i niestety są chmury. W schronisku w Pelayo (Albergue) śpimy jakiś czas i jedziemy do Tarify na plażę. Tu wieje jak diabli. Piasek siecze w oczy (wieje od lądu), ale przynajmniej świeci słońce. Widzimy trochę ptaszków, choć w sumie niewiele. Po południu chodzimy po Tarifie i zaglądamy w każdy zaułek. 10 IX niedziela Pierwszego dnia krótkie przeszkolenie dla nowicjuszy i wizyty w punktach Algarrobo i Santuario. W Algarrobo spotykamy Dicka Forsmana z turystami. W Santuario niedaleko punktu “wysypisko” padłych zwierząt, gdzie chętnie przesiadują sępy. Po treningu trochę czasu wolnego więc idziemy pozwiedzać okolicę. Stadko podejrzanych pustułek nie daje się zidentyfikować mimo długiej obserwacji, więc ruszamy dalej, w dół doliny. Po drodze sporo orzełków (Hieraeetus pennatus) więc trenujemy rozpoznawanie. Ponadto nad wzgórzami latają sobie: jerzyk alpejski (Apus melba), ścierwniki (Neophron percnopterus) oraz stadko czapli złotawych (Bubulcus ibis). 11 IX poniedziałek Pierwszy dzień liczeń. Siedzę w Algarrobo a Gabrysia w Santuario. Trochę chłodno, bo wieje levante i podnoszą się mgliste chmurki. Przyjeżdża grupka wrzaskliwych Holendrów i od razu fuksiarze trafiają na sępa kasztanowatego (Aegypius monachus). Ptak lata dość wysoko, ale ewidentnie trzyma opuszczone skrzydła i jest “bydlaczy”. Leci sporo żołn (Merops apiaster) i orzełków (Hieraeetus pennatus) – tych ostatnich w sumie 852. Krąży też jeden sokół wędrówny (Falco peregrinus). Z ciekawszych ptaków jeszcze rybołowy (Pandion haliaeetus) – 2 ptaki i jeden myszołów, najprawdopodobniej wschodni (Buteo vulpinus). Na pun kcie pojawia się Pani Krista ze swoim kundelkiem o imieniu Ferrari. Szuka czarnego bociana z plecakiem (nadajnik radiowy) z Czech. 12 IX wtorek Przydzielają nam punkt Cazalla. Razem z Gabrysią i Aleksem opieramy się solidnym podmuchom wiatru. Dziś turyści z Anglii. Przewodnikiem – Dick Forsman! Ha, coś wypatrzyli w dole, bo uparcie spoglądają przez lunety i mówią coś o tęczówce. No dobra, sprawdzę. Okazuje się, że na słupie przy drodze do Tarify siedzi sobie rudy myszołów. Według Forsmana młody kurhannik (Buteo rufinus cirtensis) rasy północnoafrykańskiej. Ptak rzeczywiście dziwny i daje się ładnie obserwować. Potem widziany chyba jeszcze kilka razy – po hiszpańsku Ratonero Moro. Czyli ma ksywkę “moro”. Turyści odjeżdżają, a przylatuje ORLIK KRZYKLIWY (Aquila pomarina). Dla nas pospolity gatunek, a w Hiszpanii – potencjalnie druga obserwacja!! Dorosły ładny ptak krążący w dosyć silnym wietrze. Na dokładkę dolatuje znów sęp kasztanowaty (Aegypius monachus), dziś znacznie dalej i widoczny dobrze jedynie przez lunetę. Orzełków (Hieraeetus pennatus) znów dużo – 238 w ciągu dnia. A przy Huerta Grande (gdzie odbywają się popołudniowe podsumowania) chłopak obrączkujący wróblaki od niechcenia wspomina o “polyglocie”. Hej gościu, dawaj go tu! – krzyczę. To mój nowy gatunek, więc trzaskam kilka fotek. Ptaszek zbyt nerwowy i zdjęcia wychodzą poruszone. Ale nowy gatunek to nowy gatunek (374). 13 IX środa Dostajemy przydział do La Pena. Miejsce z ładnym widokiem i upalnym klimatem. Wiatru niedużo, ptaków też – takie migresowskie “sanatorium”. Tylko trzeba pilnować, żeby nie przegapić stad boćków. Gabrysia ściga chrząszcze gdzieś w makii a ja obserwuję morze i fale. Udaje mi się dostrzec szablodzioby (Recurvirostra avosetta), burzyka żółtodziobego (Calonectris diomedea) oraz dwa głuptaki (Sulla bassana). Do Afryki przebija się dziwny myszołów, chyba znów kurhannik (Buteo rufinus cirtensis). Do końca dnia dosyć nudno więc na zmianę leżymy sobie plackiem na betonowym daszku naszej “wiaty” i smażymy się w słonku. 14 IX czwartek Dzisiaj trafiam do Trafico z Evą i Paco. To obok chaty lekarza, która po trzech latach budowy jest już elegancko wykończona i zamieszkała. Jadąc na punkt z Guillermo Duval’em zauważam siedzącego na ziemi myszołowa. I znowu chyba ten sam co przed dwoma dniami młody kurhannik (Buteo rufinus cirtensis). Guillermo robi kilka fotek, a ja dokładny opis bo ptaka doskonale widać nawet przez lornetkę. Na punkcie dosyć wietrznie cały dzień i ptaki grzeją bardzo wysoko. Z ciekawostek stado bocianów czarnych (Ciconia nigra) – 16 a potem 24 ptaki. W ciągu dnia 118 gadożerów (Circaetus gallicus). A po południu w Huerta Grande chłopak od wróblaków ma prezent. Mówi – “chodź mam dla Ciebie Twoją cetię”. Hejho, wreszcie zobaczę niewidzialnego ptaka!! Jest dosyć spokojny, nie wierci się i sesja foto wychodzi całkiem dobrze. Gatunek 375. 15 IX piątek Dziś mamy przydział do La Hoya. Oznacza to kilka godzin ciągłego “wu, wu, wu, wu” czyli odgłosów stojącego nad głową kilkunastometrowego wiatraka. I kompletne pustkowie. Nawet turyści tu się nie zapuszczają. Ptaki standardowe, ładnie krążące na tle mglistych wzgórz orzełki (Hieraeetus pennatus). No i w środku dnia elektryzująca wiadomość z walkie-talkie! Na Gibraltarze lata “imperial” i zmierza na zachód! Niestety mimo wypatrywania ptaka do końca dnia nie widać. |
|
|
16 IX sobota
Trafiamy z Gabrysią do Canteras. Znów spokojne miejsce z rachityczną wiatką z faszyny. O dziwo, koło południa dojeżdżają Szwedzi i dyskretnie otaczają nas lunetami. Chyba sądzą, że jak staną blisko Migresowców to zobaczą więcej. Spóźniają się na wspaniałą obserwację KURHANNIKA (Buteo rufnus cirtensis?)(fot). Tym razem widać go cudownie krążącego nad głową. Strzelam klatkę po klatce i robię dokładny opis. Ptak wraca do Trafico z kanią rudą (Milvus milvus)! Szwedzi “lukają” a my notujemy. Aż tu leci coś dziwnego, co mi “nie pasuje”. Hm, orzeł, tylko duży. Kurcze blade, czemu on jest taki pomarańczowy?! Potykając się o kamienie pędzi tyczkowaty Szwed i sapie “can you see, can you see?”. Oczywiście !! – to jest ORZEŁ CESARSKI (Aquila heliaca adalberti)!!! Piękny pierwszoroczny ptak z pomarańczowymi pokrywami i perełkami na ich krawędziach. Taka Aquila! Miód malina – jakby powiedział Sławek Kłusewicz. Zdjęcie robię tylko dla formalności, bo ptak już dość daleko, ale muszę mieć, jakiekolwiek! Przez walkie-talkie posyłam “imperiala” do La Hoyi. Tam siedzi wyga Alejandro. Na pewno go wyczai. No więc dzień mija pod znakiem “moro” i “imperiala”. Bohatersko spoglądam na zazdroszczących nam obserwacji Migresowców!! Ha! |
| 17/09 niedziela |
| Wysyłają nas do Cazalli z Carmen (Rumunia) i Jose (Hiszpania). Dzień jak co dzień, głównie orły (gadożery, orzełki). Jeden kontrowersyjny trzmielojad (Pernis apivorus), który wywołuje dyskusję między mną a Carmen. Ogólnie cały ciemny z wyraźnie jaśniejszą głową. Oprócz tego dobrze widoczna wąska głowa i ogon. Czyli murowany “pernis”. Podsumowanie wyników dnia tym razem nie w Huerta Grande, lecz na nadmorskich wydmach za Tarifą. Spisujemy z formularzy nasze wyniki. John dyskutuje z Gordonem (Pan Pączek – z zawodu ogrodnik) na temat odcienia nóg siedzącej na dachu chatki mewy. Ruszamy na plażę na siewki. Ja z Gabrysią oddalamy się, żeby odszukać mornele, o których wczoraj wspominał Jordi. No i rzeczywiście są! Piękne, zgrabne MORNELE (Charadrius morinellus) siedzą sobie na suchej łączce przypominającej trochę “Jastarnię”. Czołgamy się, żeby zbliżyć się na odległość “strzału” z 300-ki. Ptaki podpuszczają nas bardzo blisko i tylko trochę nerwowo się oglądają. Są 2 młode i 1 dorosły (fot). Zostawiamy mornele i dołączamy do reszty. Po drodze zrywają się grupki skowrończyków krótkopalcowych (Calandrella brachydactyla). Na błotnistych lagunach spacerują piaskowce (Calidris alba), ostrygojad (Haematopus ostralegus) i szlamnik rdzawy (Limosa lapponica). W trakcie obserwacji Gabrysia znajduje piłkę golfową! – widocznie ktoś się zbyt mocno zamachnął:) Zachodzi wspaniale słońce, po plaży galopuje jeździec na białym koniu – zupełnie jak u nas ryczący jeleń! Alejandro szukając przez lunetę morneli spokojnie mówi: “O chyba strepety”. I rzeczywiście – widok jest niesamowity. W czerwieniejącym oświetleniu zachodzącego słońca widać spacerujące jak kury strepety. Ptaki wybrały sobie niepozorną zachwaszczoną łączkę między plażą a ruchliwą szosą! Jest ich siedem, spokojnie żerują między krowami. Dzień mija więc wspaniale, co postanawiamy podsumować kolacją w Tarifie. Szukamy ustronnej, ale przytulnej knajpki i znajdujemy. Zaraz obok gwarnej wieczorem starówki, w wąskiej na półora metra uliczce poustawiane są przy ścianie kościółka stoliki. Zamawiamy krewetki w różnych postaciach. Okazuje się, że większe są lepsze, chociaż ogólnie dosyć słone. Jest ciepło, a gwieździste niebo zachęca do odwiedzenia plaży... |
|
| 18 IX poniedziałek |
| Dziś przypada nasz dzień wolny, więc pozwalamy sobie dłużej pospać. Pogoda jest dobra, zatem wyruszamy na plażę. W Tarifie robimy zakupy, między budynkami latają czarnowrony (Corvus corone corone). Wcinamy pleśniowy serek popijając winem z kartonu. Obserwacje przerywamy kąpielami w morzu. Jest na szczęście odpływ, co umożliwia dotarcie do dużego zgrupowania mew śródziemnomorskich (Larus audouinii). Robimy serię fotografii, włącznie z dziwnym młodocianym (chyba) osobnikiem (fot). To chyba moje ulubione mewy. Nieco dalej, po obsychającym błocie, spaceruje sobie młody czerwonak (Phoenicopterus ruber). Nie dopuszcza nas jednak zbyt blisko, więc musimy trochę za nim pogalopować. W końcu ląduje pośrodku dużego “stawu” i tam macha swym śmieszym dziobem. Na filarach pobliskiego mostku pełzają bokiem szare kraby. Poprzez pobliski kemping dochodzimy do przelotowej szosy, gdzie niestety autobusy w pożądanym przez nas kierunku nie kursują. Gabrysia zatem łapie stopa. Zatrzymuje się drugi przejeżdżający samochód!!! Jak ona to robi? Pan kierowca okazuje się być Argentyńczykiem pochodzenia francuskiego podróżującym sobie po Hiszpanii. Zabiera nas do Tarify, gdzie łapiemy autobus powrotny. Wieczorem przy schronisku wspaniały księżyc i rżące cicho w ciemności konie. |
|
|
19 IX wtorek Dzisiaj dyżurujemy w Algarrobo. Ptaków niezbyt dużo. Za to rano nad naszymi głowami wspaniały widok ogromnego stada jerzyków alpejskich (Apus melba) krążących i popiskujących: “dididididi di di di”. Niesamowite – piszczą jak nietoperze. Oprócz nich w ciągu dnia wrte odnotowania: stado bocianów czarnych (13 os) i żołn (40 os). 20 IX środa Dzień w Trafico. Bardzo wietrzny i ze zmiennym zachmurzeniem. Daleko nad morzem dostrzegamy “yelkouany” (Puffinus yelkouan). Chodząc po porośniętych suchymi ostami zboczach pagórów wypłaszam przepiórkę. A więc coś może się ukryć w tej kolaczastej pustyni. I do tego drobiazgu walą z dubeltówek myśliwi... Znów duże stado bocianów czarnych (Ciconia nigra) – 31 próbuje przelecieć Cieśninę. Na drutach i kołkach przesiaduje młoda rudogłówka (Lanius senator). Niestety, jest bardzo płochliwa. 21 IX czwartek Znów trafiam do Algarrobo. Tym razem z Johnem, Marią i Carlosem Portugalskim. Rano w zaroślach sporo wróblaków – między nimi muchołówka żałobna (Ficedula hypoleuca). Na krzakach kolejna płochliwa rudogłówka (Lanius senator). Spacerując wypłaszam przepiórkę (Coturnix coturnix). Udaje mi się też dokładnie przyjrzeć jerzykowi blademu (Apus pallidus). Inaczej bym go pewnie nie odróżnił. Carlos Portugalczyk intensywnie “wykrywa” i popisuje się dobrym wzrokiem i znajomością ptaków. Ale niech tam – dzięki niemu obserwujemy młodego orzełka południowego (Hieraeetus fasciatus) i samca pustułeczki (Falco naumannii)!! 22 IX piątek Wietrzny dzień w Cazalli. Razem z Johnem, Jose Angelem i Gracielą cały dzień śledzimy “pączkujące” stado bocianów czarnych (Ciconia nigra). Na koniec dnia liczy już 93 ptaki!! Podobnie z gadożerami (Circaetus gallicus). Zazwyczaj latają luzem ale dzisiaj gromadzą się w wielkim kotle między Tarifą a nami i nie mogą sobie poradzić z przekroczeniem Cieśniny. Krążą razem z bocianami w liczbie ok. 60 os. Penetrując okolicę trafiam do mini-kamieniołomu. Wydobywa się tu łupkowate płaskie płytki piaskowca, służace chyba głównie do układania murów – płotów. Nie sądzę, żeby nadawały się do budowania budynków. Zbyt łatwo się kruszą i rozpadają niemal w palcach. 23 IX sobota Ostatni dzień regularnych liczeń – w Canteras. Ptaki szybują wzdłuż wybrzeża i kumulują się koło La Hoyi. Z trudem przekraczają Cieśninę. W ciągu nia odnotowujemy 382 orzełki (Hieraeetus pennatus), 718 gadożerów (Circaetus gallicus), 33 ścierwniki (Neophron percnopterus), dwa błotniaki łąkowe (Circus pygargus). Trafia się też przelotna jaskółka rudawa (Hirundo daurica). Duże wrażenie sprawia przelatujący nisko nad wiatą orzełek południowy (Hieraeetus fasciatus). Leci nisko i szybko, bez zastanowienia kierując się do Maroka. Mimo doskonałych warunków obserwacji długo mam wątpliwości co do prawidłowego oznaczenia. Był to młody ptak, zauważyłem nawet drobne kreskowanie na rudawej piersi. Ostatni dzień liczeń przynosi zatem sporo ciekawych obserwacji. 24 IX niedziela Niedzielę mamy już do własnej dyspozycji. Postanawiamy odwiedzić Paula Rocca (ornitologa) w samym Gibraltarze. Autobusami dojeżdżamy do La Linea. Z dworca zaledwie parę kroków do granicy. Tu sprawdzają nasze paszporty i można ruszać dalej. Odbiera nas Paul i małym autkiem uwijamy się po wąskich uliczkach brytyjskiej kolonii. Po drodze przejeżdżamy przez pas startowy lotniska! Ciekawa sprawa, bo w poprzek pasa odbywa się normalny ruch samochodowy i pieszy, w międzyczasie lądują wojskowe śmiegłowce. Dopiero przy lądowaniu dużych samolotów (Boeing) pas jest zamykany szlabanami jak zwykły przejazd kolejowy. A wszystko z powodu braku terenu! Gibraltar to mały, skalisty cypel będący areną licznych walk – między Hiszpanami, Anglikami a Maurami. Z powodu ograniczonej przestrzeni uliczki są wąskie, jeździć trzeba ostrożnie, na szczęście po prawej stronie. Na szczyt skały (the Rock) wjeżdżamy kolejką linową (“cable car”). Pod nami wspaniałe widoki na luksusowe apartamenty, port, garnizony wojskowe i liczne jachty. Turystów jest sporo, głównie Amerykanów, trafiają się też Polacy. Na szczycie Paul prowadzi nas na punkt obserwacyjny. W przeciwieństwie do obserwacji w rejonie Tarify tutaj ptaki często ogląda się z góry lub na własnym poziomie. Zjeżdżamy na dół żegnając się z Paulem i jego przyjacielem. W mieście nieco ospała atmosfera. Wychylamy po kuflu piwa w angielskim pubie i idziemy coś zjeść. Zmęczeni, ale i szczęśliwi docieramy po południu do Pelayo. Czeka nas kilkunastogodzinna podróż do Polski z przesiadką w Madrycie i Zurichu. Liczba zaobserwowanych gatunków ptaków: 56 gat między 11 a 18 IX, w tym 17 drapieżnych 45 gat między 19 a 25 IX. Łącznie ok. 70-80 gatunków. Nowe gatunki dla mnie:
|
>